Z dziejów praktycznego zastosowania relatywizmu:

"Okazuję się, że tego groźnego i pamiętnego roku [1937 - przyp. WR] w swoim referacie, który w pewnych szczególnych kręgach zyskał szczególną sławę, Andriej Januarjewicz Wyszyński [w latach 1933-39 Prokurator Generalny ZSRR - przyp. WR] w duchu najsubtelniejszej dialektyki przypomniał zebranym, że nie jest w ludzkiej mocy ustalenie prawdy absolutnej, ubiegać się zaś można tylko o prawdę względną. I tu właśnie zrobił krok, na który prawnicy nie mogli się zdecydować przez dwa tysiące lat: że - w związku z tym - prawda, której wykrycie jest celem śledztwa i postępowania sądowego, nie może być absolutna, a co najwyżej względna. Dlatego, podpisując wyrok śmierci przez rozstrzelanie, my i tak nie możemy być absolutnie pewni, że skazujemy winowajcę, mamy tylko pewien stopień pewności, z pewnego jedynie punktu widzenia i jedynie w pewnym sensie. Stąd wniosek praktyczny: zupełnie zbyteczną stratą czasu byłoby więc poszukiwanie niezbitych dowodów winy (wszystkie dowody są względne) i absolutnie wiarygodnych świadków (świadkowie mogą sobie wzajemnie przeczyć. Dowody zaś winy względne, przybliżone, funkcjonariusz potrafi znaleźć nawet bez poszlak i bez świadków, nie wychodząc z gabinetu, licząc nie tylko na swój intelekt, lecz także na instynkt partyjny, na swoje siły moralne oraz na swój charakter."

Aleksander Sołżenicyn, "Archipelag GUŁag"